Opłata adiacencka dla mieszkańców Trojanowic

opłata

Na wstępie należy wyjaśnić czym jest opłata, o której mowa w temacie artykułu. Tak więc opłata adiacencka wg Ustawy o gospodarce nieruchomościami dotyczy właścicieli lub użytkowników wieczystych nieruchomości, których wartość wzrosła na skutek podziału nieruchomości, podziału i scalenia lub uzbrojenia nieruchomości w infrastrukturę techniczną.

My chcemy zwrócić Państwa czujną uwagę na nałożenie tejże opłaty na mieszkańców Trojanowic z tytułu podłączenia sieci kanalizacyjnej. Dokopaliśmy się do serii artykułów, które opublikował serwis „Krakowska gazeta internetowa”, po wyraźnym nagłośnieniu sprawy przez samych zainteresowanych i ich współpracy z tymże serwisem.

Zachęcamy do uważnej lektury poniżej zamieszczonej treści, którą udostępniamy za zgodą jej autorów. Zachęcamy Was do zapoznania się z zaistniałym problemem i własnego wyrobienia sobie zdania w tym, jakże ważnym temacie.

OPŁATA ADIACENCKA W GMINIE ZIELONKI

[ art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: Edward Brożek, 27.11.2012]

Wójt Gminy w Zielonkach postanowił nieco „postrzyc” swoich mieszkańców. Dlatego też niektórzy mieszkańcy wsi Trojanowice z tej gminy zupełnie niespodziewanie dostali jednostronicowe pisma o treści zwalającej z nóg.

„…Urząd Gminy Zielonki informuje, iż wskutek stworzenia warunków do podłączenia nieruchomości składającej się z działki (łek) nr (…) o łącznej pow. (…)położonej w obrębie Trojanowice, Gmina Zielonki do gminnej sieci kanalizacyjnej został sporządzony operat szacunkowy określający wzrost wartości w/w nieruchomości. Rzeczoznawca (…) określił wzrost wartości nieruchomości na kwotę (miedzy 10 a 15 tys. zł. przyp.EB). W związku z faktem, iż zostały poniesione nakłady na rzecz budowy kanalizacji sanitarnej w wysokości 500 zł, wzrost wartości nieruchomości oszacowany przez rzeczoznawcę majątkowego zostanie pomniejszony o tę kwotę i wyniesie (…) Dalej wójt pisze :Rada Gminy Zielonki w &3 Uchwały nr IX/59/2007 z dnia 21 czerwca 2007rw sprawie ustalenia stawek procentowych opłaty adiacenckiej na obszarze Gminy Zielonki, (…) ustaliła jednorazową opłatę w wysokości 32% wzrostu wartości nieruchomości co z kwoty (…) daje (między 3 a 5 tys. przyp. EB).

Gmina poinformowała, że istnieje możliwość zapoznania się z aktami sprawy w terminie 7 dni od dnia otrzymania pisma w siedzibie urzędu. Ludzie, którzy przyszli do naszej redakcji w tej sprawie z prośbą o pomoc nie kryli oburzenia i …strachu. Nie ukrywam, że dla mnie to też była absolutna nowość. Znałem inny haracz wymyślony przez gminy związany z przekształceniami działek z rolnych na budowlane i sprzedaż ich po upływie 5 lat od przekształcenia, ale taki dziwny twór językowy „opłata adiacencka” był dla mnie nowością.

Mieszkańcy skorzystali z prawa do zapoznania się z aktami sprawy w gminie, zrobiono kopię i mi dostarczono. Zacząłem się w nie wgryzać,choć przychodziło mi to z dużą trudnością. Jednak zauważyłem tam dużo nieścisłości i takiego urzędniczego chodzenia na skróty. W jednej konkretnej sprawie napisaliśmy odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Krakowie, od prawomocnego postanowienia Wójta Gminy Zielonki. Zakwestionowaliśmy sam operat szacunkowy wykonany przez p. Witolda Szmuglera pisząc w odwołaniu: <„…Uważam też, że wartość mojej działki została znacznie przeszacowana. Znajduje się ona na końcu wsi, daleko do centrum i głównej ulicy Krakowskiej. Prezentowane w „Operacie szacunkowym” ceny działek w gminie Zielonki nie dotyczą miejscowości Trojanowice. Biegły w swojej wycenie napisał, że w ciągu ostatnich dwóch lat na 170 transakcji nieruchomości w gminie Zielonki tylko dwie dotyczyły Trojanowic. „Wieś jest w strefie mniej niż średniego zainteresowania inwestorów” – napisał biegły>.  

Po kilku tygodniach otrzymaliśmy decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego w składzie: Małgorzata Witek, Małgorzata Żmudka i Łukasz Walo (spr.) Decyzja brzmiała: uchyla zaskarżoną decyzję w całości i przekazuje sprawę do ponownego rozpatrzenia organowi I instancji. Jestem pełen uznania za niezwykle merytoryczne uzasadnienie tej decyzji. Kolegium na 13 stronach „wypunktowało” rzekomo prawomocną decyzję Wójta Gminy Zielonki. Nie będę tutaj cytował wszystkich zarzutów do tej decyzji Wójta, ale o dwóch muszę wspomnieć. Wygląda mi na to, że takie instytucja jak Nadzór Budowlany nie ma nic do poczynań inwestycyjnych w Zielonkach, skoro jest przez Wójta ignorowany, jak również bezkrytyczne powielanie opinii rzeczoznawcy w decyzjach zwanych ostatecznymi, jest, b. delikatnie pisząc, pewną niefrasobliwością. Uważam, że wszystkie decyzje w tej sprawie w stosunku do innych mieszkańców Trojanowic, którzy nie złożyli odwołania, ale prosili o rozłożenie płatności na raty, powinny być przez Wójta Gminy Zielonki anulowane, a tym, którzy już zapłacili, pieniądze powinny zostać zwrócone. Choć może tak już się stało, bo przecież decyzja SKO do Wójta Gminy Zielonki przyszła również.

KILKA OGÓLNYCH UWAG O WŁADZY W GMINIE ZIELONKI

[ art.opublikowany w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: dr inż.Feliks Stalony – Dobrzański, 25.11.2012]

Opowieść o losach opłaty adiacenckiej w gminie Zielonki porusza oprócz meritum i inne kwestie, na które niewątpliwie dla sprowadzenia normalności zachowań najwyraźniej butnej władzy należy wyraźnie wskazać, co poniżej robię w kilku punktach.

a/ Tryb wydania decyzji i forma powiadomienia o niej,
Prawo nakazuje by opracowanie, decyzja – krótko mówiąc komunikacja z obywatelem – była prowadzona zarówno merytorycznie jak i by była równolegle wyrażona w ogólnie zrozumiałym języku. To wymóg podstawowy – tu zlekceważony. Nie bez powodu można podejrzewać.
Typowym przykładem metody, której ta zasada ma przeciwdziałać jest używanie przez tzw fachowców – tak mądrego języka swojej branży, by odbiorca został wykołowany. Czarodzieje samochodowi, spece od gier jarmarcznych, są ekspertami w tej – jak to się często żartobliwie ujmuje – żonglowania balastem werbalizmu. Innymi słowy to sygnał że tu ktoś buja.
Samo podanie decyzji do wiadomości obywatela tak „zza węgła”  bez wcześniejszego etapu jawności podejmowania tego rodzaju szacunków czyli przyjęty tryb opracowania decyzji dużo mówi o strachu tej władzy przez reakcją obywateli. Widać władza liczyła tylko, że uda się ludzi zaskoczyć i przytłoczyć mocą wielkiej decyzji urzędniczej.
b/ Drugi problem, który wyszedł tu jak szydło z wora – to przyjęta przez władzę rola eksperta. Jakieś kompletne niezrozumienie prostego przecież faktu. Władza jest wybrana w wyborach przez ludzi po to, by podejmowała decyzje w ich imieniu i dla ich wspólnego dobra, godząc sprzeczne interesy. Decyzje wyważające różne racje. Tak ludzie wybrali wskazując konkretne osoby i to one jako wójt czy rada mają podejmować decyzje na podstawie informacji uzyskiwanych z różnych źródeł w tym i od ekspertów. Najwyraźniej widać, że ta władza nie potrafi podjąć sama decyzji, skoro przyjmuje opinię i to wskazanego przez siebie eksperta jako protezę swojej decyzji. W istocie decyduje ekspert, a nie władza – co po raz drugi ją kompromituje w oczach ludzi. Władza nie robi tego, za co jej płacą i do czego została powołana przez obywateli. Prawem i porządkiem organizacji samorządu.
Znów plama.
c/ I plama trzecia, po której trzeba by było się chyba zakopać ze wstydu pod ziemię.
Wójt – władca ma do dyspozycji urząd, administrację, prawników, doradców.
Po drugie stronie stoi już ową decyzją splantowany obywatel. Stoi przed papierem z decyzją przygotowana mocą urzędu, a prawnikami doradcami itd.
Zabiera się do tego papierka amator tyle, że pasjonat. Dziennikarz, żaden tam ekspert prawa, przepisów, który sam, jak przyznaje, baranieje na widok  steku  powalających słówek z języka prawniczego. I co?
Wywala ową decyzję pisząc czy współredagując pismo do instancji odwoławczej.
Na piechotę.
To jaka jest pytam jakość pracy ekspertów, doradców biuralistów i samego ich szefa?
Cala to sprawa – oprócz meritum, które w tym jest przecież jednak najważniejsze – wskazanymi elementami powinna spowodować szybką ewakuację z urzędu. Na takie honorowe wyjście poprzedzone przynajmniej słowem „wybaczcie ludzie” nie liczę. Jeśli jednak obywatele w następnych wyborach, tej sprawy nie wezmą po uwagę jako nauczki – to tylko będzie można powiedzieć przy następnych wyczynach tego samego rodzaju:
Wybraliście – to macie. Bo widać tak chcecie mieć.

SPROSTOWANIE

[ odpowiedź Gminy, 06.12.2012]

Szanowna Pani,  Grażyna Zamorska, Redaktor Naczelna  Internetowej Gazety Krakowskiej

W związku z ukazaniem się na stronie Krakowskiej Gazety Internetowej w dniu 24 listopada 2012 r. artykułu pod tytułem „Opłata adiacencka w gminie Zielonki” autorstwa Edwarda Brożek, zaś w dniu 25 listopada 2012 r. artykułu zatytułowanego „Kilka ogólnych uwag o władzy w Gminie Zielonki” autorstwa fsd, na podstawie art. 31 a ust. 1 oraz art. 32 ust. 1 pkt. 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz..U. z 1984.5.24 ze zmianami) wnoszę o zamieszczenie sprostowania o treści jak poniżej.

Po lekturze w/wymienionych artykułów widać wyraźnie, iż dziennikarze nie pofatygowali się aby sięgnąć do przepisów prawa regulujących temat opłaty adiacenckiej. Zmuszony więc jestem sprostować nieprawidłowe informacje. Opłata adiacencka regulowana jest przepisami ustawy z dnia 21 sierpnia 1997r. o gospodarce nieruchomościami (Dz.U. z 2010 r. Nr 102 poz. 651 ze zmianami).

Ustawodawca zdecydował, iż „Właściciele nieruchomości uczestniczą w kosztach budowy urządzeń infrastruktury technicznej przez wnoszenie na rzecz gminy opłat adiacenckich” (art. 144 ust. 1 ustawy o gospodarce nieruchomościami), a Rada Gminy w drodze uchwały określa wysokość stawki procentowej opłaty adiacenckiej. Wójt Gminy jako organ wykonawczy ma powinność przeprowadzić postępowanie zgodnie z obowiązującym prawem.

To ustawodawca zapisami w/w ustawy wskazał tryb i sposób naliczenia opłaty adiacenckiej. Z przepisu art. 146 ust. 1a ustawy o gospodarce nieruchomościami wynika, iż ustalenie opłaty adiacenckiej następuje po uzyskaniu opinii rzeczoznawcy majątkowego, określającej wartości nieruchomości. Nieprawdą więc jest, jak podaje autor, iż wójt nie potrafi podjąć sam decyzji ale opiera się na opinii eksperta. Gdyby którykolwiek z Panów piszących te teksty sięgnął do odpowiednich przepisów wiedziałby, że powołanie biegłego nie jest wymysłem ale koniecznością wynikającą z przepisów. Podjęcie decyzji bez opinii eksperta stanowiłoby naruszenie przepisów ustawy.

Tryb prowadzenia postępowania administracyjnego regulowany jest przepisami ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r Kodeks postępowania administracyjnego (Dz.U.00.98.1071 ze zmianami). Zgodnie z w/wymienionymi przepisami organ przeprowadza postępowanie administracyjne w sposób jawny tj. zapewnia zainteresowanym osobom czynny udział w każdym stadium postępowania, a przed wydaniem decyzji umożliwia zapoznanie się z całością materiałów dowodowych i wypowiedzenia się co do zebranych dowodów. W taki właśnie sposób przeprowadzane jest każde postępowanie administracyjne dotyczące ustalenia wysokości opłaty adiacenckiej w naszej gminie. Każda osoba, której opłata adiacencka dotyczy, pisemnie jest zawiadamiana o wszczęciu postępowania, o terminie wizji terenowej z udziałem rzeczoznawcy majątkowego, o przedłużeniu terminu załatwienia sprawy i innych okolicznościach postępowania, a po zgromadzeniu materiału dowodowego, w tym operatu szacunkowego, zgodnie z art. 10 Kodeksu postępowania administracyjnego jest informowana o możliwości zapoznania się z zebranym w sprawie materiałem dowodowym i wypowiedzenia się co do jego treści. Dopiero wtedy wydawana jest decyzja administracyjna w sprawie. Tak więc postępowania są prowadzone     w sposób jawny i w żaden sposób nie mogę zgodzić się z zarzutem zawartym w artykule, jakoby strony otrzymywały decyzję administracyjną w sprawie opłaty adiacenckiej bez wcześniejszego etapu jawności postępowania.

Artykułem z dnia 24 listopada 2011 r. pt: ”Opłata adiacencka w gminie Zielonki” mieszkańcy Trojanowic, i nie tylko, zostali wprowadzeni w błąd. Nieprawdą jest jakoby z uwagi na jedną decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego, która odnosi się tylko i wyłącznie  do jednej sprawy miałbym „anulować” wszystkie inne decyzje wydane w sprawie opłaty adiacenckiej i zwracać wpłacone pieniądze z tytułu opłat adiacenkich ustalonych decyzjami ostatecznymi. Każdy właściciel nieruchomości, którego dotyczy opłata adiacencka, miał możliwość wniesienia odwołania do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i mógł zdecydować czy z tego prawa skorzysta czy też nie.

Do chwili obecnej wydano 375 decyzji, od których 24 osoby wniosły odwołania Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło i przekazało do ponownego rozpoznania zaledwie 9 spraw  co stanowi około 2,4% wszystkich wydanych decyzji.

W związku z powyższym wnoszę o zamieszczenie niniejszego sprostowania w Państwa Gazecie stanowiącego odpowiedź na przedmiotowe artykuły.

GR.3134.379.2012                                                                                                                                                Zielonki, 3.12.2012r

JESZCZE O OPŁACIE ADIACENCKIEJ W GMINIE ZIELONKI

[ art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: Edward Brożek, 08.12.2012]

Po naszych dwóch tekstach sprzed kilku dni wójt gminy Zielonki przysłał sprostowanie do redakcji, które zamieściliśmy. Otrzymaliśmy po tym dużo telefonicznych zapytań jaka jest prawda.

Wójt ma racje pisząc w swoim Sprostowaniu: Każda osoba, której opłata adiacencka dotyczy, pisemnie jest zawiadamiana o wszczęciu postępowania, o terminie wizji terenowej z udziałem rzeczoznawcy majątkowego, o przedłużeniu terminu załatwienia sprawy i innych okolicznościach postępowania, a po zgromadzeniu materiału dowodowego, w tym operatu szacunkowego, zgodnie z art. 10 Kodeksu postępowania administracyjnego jest informowana o możliwości zapoznania się z zebranym w sprawie materiałem dowodowym i wypowiedzenia się co do jego treści. Dopiero wtedy wydawana jest decyzja administracyjna w sprawie. Tak więc postępowania są prowadzone  w sposób jawny i w żaden sposób nie mogę zgodzić się z zarzutem zawartym w artykule, jakoby strony otrzymywały decyzję administracyjną w sprawie opłaty adiacenckiej bez wcześniejszego etapu jawności postępowania.

Szczegółowo zapoznałem się z dwoma sprawami i formalnie było tak jak pisze. Mnie zaniepokoiło co innego. Otóż, będąc w zgodzie z kpa można wydawać decyzję, która później tak jest opisywana przez instancję odwoławczą jakim jest Samorządowe Kolegium Odwoławcze w swoim obszernym uzasadnieniu uchylenia decyzji wójta (sprawa SKO.GN/4160/047/2012) pisze m.in. „ … Z zestawienia zacytowanych przepisów należy wywieść, że o stworzeniu warunków do podłączenia nieruchomości do urządzeń infrastruktury technicznej takich, jak kanalizacja sanitarna możemy mówić wówczas, gdy użytkowaniu sieci – w terminie 21 dni od doręczenia zawiadomienia o zakończeniu budowy – nie sprzeciwił się właściwy organ nadzoru budowlanego bądź uzyskano ostateczna decyzje o pozwoleniu na użytkowanie sieci, jednakowoż pod warunkiem stwierdzenia, iż podłączenie nieruchomości do sieci pozostaje zgodne z regulaminem gminy i jest technicznie możliwe – co bez wątpienia leży w gestii przedsiębiorstwa wodociągowo – kanalizacyjnego. (…) W rozpatrywanej sprawie w oparciu o protokół odbioru technicznego robót budowlanych z dnia 12 sierpnia 2009r. potwierdzone zostało wykonanie odcinka kanalizacji sanitarnej w miejscowości Trojanawice w ramach zadnia „Ochrona zlewni rzeki Pradnik – projekt i realizacja kanalizacji II etap” Brak jest jednak w aktach przedmiotowej sprawy jakiegokolwiek pisma Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, w którym informowałby, iż na podstawie art. 54ustawy z dnia 7 lipca 1994r Prawo budowlane nie zgłasza sprzeciwu wobec przystąpienia do użytkowania kanalizacji sanitarnej. (…) W aktach sprawy brak jest jednak jakiejkolwiek wzmianki o przesłaniu do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego zawiadomienia o zakończeniu budowy.

Równie szczegółowo Kolegium przeanalizowało wycenę dokonaną przez biegłego. Kolegium pisze: „Należy bowiem zauważyć, iż w operacie szacunkowym, sporządzonym przez rzeczoznawcę majątkowego, Pana Witolda Szmuglera, znalazły się jednak nieprawidłowości , które uniemożliwiają uznanie za prawidłowe oparcie przedmiotowej decyzji na poczynionych w nim ustaleniach.(…) „…Dlatego też, w ocenie Kolegium, nie oszacowano nieruchomości o prawidłowej powierzchni, zaś do wyliczeń wzrostu wartości użyto jedynie „części” tej nieruchomości, przeznaczona w planie zagospodarowania przestrzennego pod budownictwo mieszkaniowe. Ponadto, rzeczoznawca majątkowy dokonując opisu poszczególnych cech rynkowych nieruchomości, określając skalę ocen dla cechy otoczenie nie wyjaśnił w sposób dostatecznie precyzyjny jakie kryteria przyjął , dla przyporządkowania danej nieruchomości konkretnej wartości tej cechy. Wskazał jedynie na preferencje zabudowy jednorodzinnej, uporządkowanej”.

Kolegium wykazało też uchybienie wójta Zielonej przy wydawaniu decyzji, pisząc: „…Należy bowiem pamiętać, iż organ pierwszej instancji nie może w sposób mechaniczny, nie dokonując żadnej oceny operatu szacunkowego, jako dowodu w sprawie przenosić jego postanowień wprost do treści decyzji, nie siląc się na jakiekolwiek uzasadnienie swego stanowiska. (…) W przedmiotowej decyzji brak jest jednak jakiejkolwiek informacji dlaczego organ pierwszej instancji uznał, iż w związku ze stworzeniem warunków do podłączenia do sieci kanalizacyjnej wartość przedmiotowej nieruchomości wzrosła. Nie przeprowadził On żadnej analizy załączonego operatu szacunkowego, a poza opisaniem zastosowanej przez rzeczoznawcę metody i stwierdzeniem, że operat został sporządzony prawidłowo, nie odniósł się do jego postanowień, ani nie dokonał oceny jego rzetelności i prawidłowości”.

Zacytowałem fragmenty dotyczące tylko jednej sprawy z Trojanowic. Znam dokumenty związane z drugą, ale tam postępowanie wójta w stosunku do p. Stawiarskich już mi się nie podoba. Ale może o tym już w następnym tekście.

Na zakończenie chciałem się odnieść do żonglowania przez Pana Wójta statystyką. W przesłanym nam Sprostowaniu pisze On: Do chwili obecnej wydano 375 decyzji, od których 24 osoby wniosły odwołania Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło i przekazało do ponownego rozpoznania zaledwie 9 spraw  co stanowi około 2,4% wszystkich wydanych decyzji. Chciałem się dowiedzieć ile w takim zrazie odwołań mieszkańców gminy Zielonki SKO odrzuciło. Zapytana o to wczoraj przeze mnie Przewodnicząca Samorządowego Kolegium Odwoławczego Pani Mecenas Krystyna Sieniawska dyplomatycznie stwierdziła, że pozostałe są w rozpatrywaniu. Nie chce się odnosić do stwierdzeń p. Wójta, ale jestem pod wrażeniem, że aż 351 mieszkańców gminy Zielonki nie zanegowało decyzji o opłacie adiacenckiej.

Mec. Sieniawska potwierdziła, że lawinowo rośnie ilość odwołań obywateli od decyzji podejmowanych przez organy administracyjne pierwszego stopnia. Na dowód czego prezentuję Jej biurko zawalone skargami ludzi.

ZIELONKI: POLEMIKA ZE SPROSTOWANIEM WÓJTA

[art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: dr inż. Feliks Stalony – Dobrzański, 08.12.2012]

Jako autor drugiego z wymienionych w sprostowaniu wójta Zielonek artykułów odnoszących się do opisu jego poczynań, odnośnie opłat nałożonych na mieszkańców czuję się zmuszony nie tyle do repliki, co do wyrażenia koniecznych uzupełnień i wyjaśnień.

Ze sprostowaniem nie dyskutuję – gdyż sprostowanie w istocie powinno dotyczyć faktów, a nie ich interpretacji. Opłata jest?, jest, ludzie nią zaskoczeni – są?- są, obalona decyzja jest? – jest. Fakty są? Są. Zobaczmy więc czego owo urzędowe sprostowanie skierowane do Redakcji w istocie dotyczy. To chyba warto zobaczyć, właśnie w zestawieniu z treścią i artykułów i owego sprostowania autorstwa dotkniętego do żywego wójta. Dotknąć to Go nie chciałem – i za to odczucie choć subiektywne – przepraszam. Raczej sądziłem, że daję panu wójtowi coś pod rozwagę, że Mu pomagam, zwłaszcza, że do Zielonek z innych zupełnie powodów, mam swój prywatny zupełnie sentyment i uważam, że jest to gmina warta pomocy troski i podtrzymywania warunków dobrego rozwoju . A tu obraza.

Każda władza i zawsze, ma chwalebne, a wielkie chęci do skutecznego działania. Jednak idąc na skróty, bywa, pragnie uruchamiać działania skracające procedury i pragmatykę postępowania. W końcu, kadencja nie jest z gumy, a na jej koniec warto pokazać coś, co jest wykonane. Wiele rzeczy w Gminie opiera się na działaniach długofalowych co jest kłopotem dla władzy kochającej władzę. W podobnych przypadkach skuteczność, oznacza niestety grę ze społeczeństwem w „niby jawność” – bo tylko udokumentowaną w sprawozdawczości – a nie istniejącą w realu. Mówiąc krótko – jak władza zadecyduje tak będzie, co jest szybsze i robi czasem nawet dobre wrażenie determinacji w czynach. Wtedy władza się dziwi, że jednak nie będzie jak chce – chyba, że użyje mocy swego prawnego ramienia decyzji – i już. Wyda decyzję – koniecznie z podpórką. Zdziwienie to jest już problemem władzy, która sama sobie go produkuje. Ostatnio, przy silnych skłonnościach od monopolu władzy i przekazu medialnego owe zaskoczenia już są denerwujące – bo i słupki jakoś tak dziwnie skaczą.

Nie z czego innego jak właśnie z opisanej postawy bierze się przecież atrofia faktycznych konsultacji i rozbudowa do śmieszności formalistyki mającej dowodzić, iż owe konsultacje w każdej sprawie trwały i trwały. Każda mniejsza i większa Gmina jest tu laboratorium pomysłów.

Na tym tle – reklamowana przez pana wójta jawność procedury – ma prawo się rozmijać i rozmija, z jej rzeczywistym kształtem i odczuciem ludzi. Wójt wie, że działa jawnie – ludzie wiedzą, że są zaskoczeni. A jak jest? W tym zakresie decyzja należy do wyborcy. Późniejszych narzekań lepiej nie słuchać.

Faktyczna jawność, powiedzenie każdemu – jakie będą zasady, zapytanie co ma do nich do wniesienia, podjęcie negocjacji na poziomie co najmniej Rady jak nie – w podobnych sprawach – na forum publicznym, nie owocowałaby w ogóle protestami .

To powiedziawszy przyglądnijmy się sprostowaniu.

Idąc śladem krytyki naszego jakoby niechlujstwa w czytaniu Ustaw. Takie zarzut wymaga natychmiastowego reagowania.

W tej konkretnej sprawie cytowana przez Pana Wójta Ustawa mówi explicite co następuje – i co ważne nie w tym tylko jednym pokazywanym przez wójta artykule, ale i w dalszych – już właśnie przemilczanych mówi – zacytujmy. Bo jak cytować to nie jeden fragment a i jego kontekst – wtedy można mieć nadzieję na zrozumienie intencji czyli ducha ustawy, a nie użycie jej wedle upodobania.

Cóż mówi ów artykuł Ustawy cytowanej przez Wójta

Art. 144. 1. Właściciele nieruchomości uczestniczą w kosztach budowy urządzeń infrastruktury technicznej przez wnoszenie na rzecz gminy opłat adiacenckich.

Przepraszam – ale czy przeciw temu protestowałem? Nie. Protestowałem przeciw samej opłacie? Jest wszak sensowna Lecz czytajmy dalej – a o tym się nie mówi, a właśnie to – czytając ustawę – zauważyłem chyba w odróżnieniu od wójta, który się tylko doczytał, że może nałożyć obciążenie – a reszty nie zauważył. A jak ta reszta wygląda?

Art. 145. 1. Wójt, burmistrz albo prezydent miasta może, w drodze decyzji, ustalić opłatę adiacencką każdorazowo po stworzeniu warunków do podłączenia nieruchomości do poszczególnych urządzeń infrastruktury technicznej albo po stworzeniu warunków do korzystania z wybudowanej drogi.

Może, ma prawo nałożyć – ale pod pewnymi warunkami – podanymi potem i w dalszych artykułach. Może – nie musi. Może dopiero wtedy gdy spełni to i to … itd. czy w decyzjach wręczonych ludziom jest o tym informacja? Mam nadzieję, że tak. Na pewno jednak po stronie wójta i Gminy leży udokumentowanie spełnienia warunków i to dla każdego indywidualnie obciążanego.

Art. 146. 1. Ustalenie i wysokość opłaty adiacenckiej zależą od wzrostu wartości nieruchomości spowodowanego budową urządzeń infrastruktury technicznej.

1a.  Ustalenie opłaty adiacenckiej następuje po uzyskaniu opinii rzeczoznawcy majątkowego, określającej wartości nieruchomości.

I co mamy napisane – przeczytaliśmy? Ustalenie opłaty następuje po uzyskaniu opinii… a nie na podstawie opinii – czy nie czyni to różnicy? I to tym aspektem, a nie samym faktem nałożenia opłaty wszak się zajmowałem. Czyli, gdyby decyzja nastąpiła arbitralnie i tylko na przykład w oparciu o uchwałę Rady wziętą z sufitu, lub bez uwzględnienia innych argumentów z pominięciem opinii eksperta – to byłoby źle. Ale też i decyzja jedynie po uzyskaniu podkładki w postaci opinii eksperta wedle Jego dyktatu, bo wtedy – to ekspert staje się faktycznym decydentem. To właśnie pokazywałem w moim tekście. Zachęcałbym więc i do przeczytania prawa cytowanego przez Pana Wójta w sposób mniej wybiórczy i – do uważnego, a nie tendencyjnego i działającego na zasadzie uderz w stół a nożyce się odezwą – interpretowania czy raczej nadintepretowania tego co napisałem.

Art. 147. 1. Opłata adiacencka może być, na wniosek właściciela nieruchomości, rozłożona na raty roczne płatne w okresie do 10 lat. Warunki rozłożenia na raty określa się w decyzji o ustaleniu opłaty. Należność gminy z tego tytułu podlega zabezpieczeniu, w tym przez ustanowienie hipoteki. Decyzja o ustaleniu opłaty adiacenckiej stanowi podstawę wpisu do księgi wieczystej.

2. Raty, o których mowa w ust. 1, podlegają oprocentowaniu przy zastosowaniu stopy procentowej równej stopie redyskonta weksli stosowanej przez Narodowy Bank Polski.

I o tym też warto wiedzieć. Pan Wójt cytuje łając mnie jak burego kota tylko artykuł 146 – a ich zestaw chyba wyjaśnia o co tu chodzi.

Następna kwestia to rola eksperta.

Sprostowanie Pana Wójta robi wrażenie braku zrozumienia dla tego co zostało napisane w tej sprawie.

Powtórzę więc koniecznie.

Ekspert – owszem – może, a nawet i powinien, zostać powołany przez Burmistrza czy wójta. Tak i nakazuje rozsądek i prawo Wójt przecież nie jest omnibusem i chwała Mu za to że pyta o zdanie. To też z samego powołania opinii nie czynię najmniejszego zarzutu a sugestie że tak zrobiłem uważam za manipulację.

W ustroju demokratycznym – wójt czy Burmistrz są powołani w wyborach i to bezpośrednich czyli z wielką mocą mandatu społecznego – nie na darmo. To On jako decydent – a jakąś decyzje trzeba w końcu podjąć i trzeba ją mieć umotywowaną) ma rozważyć w imieniu ludzi Po wzięciu pod uwagę wszystkich argumentów; ekspertów – (najlepiej przeciwstawnych względem siebie), racji mieszkańców, opinii pracowników Gminy (tak ! bo Ci znają materię od podszewki!) najlepiej wspólnie z Radą Gminy – wójt jako desygnat ma podjąć daną decyzję jako godzącą, równoważącą te racje względem interesu Gminy. Innymi słowy wspólnego dobra wszystkich mieszkańców. Z tego punktu widzenia – operacja najęcia eksperta najbardziej nawet utytułowanego i przyjęcia jego opinii, rezultatu opracowania czy jak to zwał – jako ostatecznej formy decyzji – jest głęboko niewłaściwe wobec faktu próby zdjęcia odpowiedzialności z człowieka obdarzonego zaufaniem elektoratu – czyli ludzi, na wynajętego przezeń człowieka. Ten prezentuje nawet wedle swej najlepszej wiary i woli swoje, a nie koniecznie te wyważone też społecznie i strategicznie racje . Powiem więcej – On nie jest odpowiedzialny przed wyborcą.

Przyjęcie więc wprost opinii eksperta jako decyzji bije w podstawy demokracji i ładu.

Czy powiedzenie tego jest atakiem. Chyba tylko przez brak zrozumienia treści.

Nie poruszam w swym wystąpieniu innej ważnej kwestii ale ta w stosunku do głównego tematu choć jest istotna jednak pozostaje poboczną. Chodzi o sprawę sposobu dobru ekspertów. Pytanie czy nie są to eksperci jakby notoryczni, pracujący w stosunku do zleceniodawcy metodą nie obcą zdegenerowanej i degenerowanej postawą władzy elicie działającej po zadaniu zleceniodawcy pytania „a jak ma być?”, innymi słowy musi stanąć pytanie czy pozyskana przez Gminę opinia ekspertów była poddana pewnej merytorycznej recenzji. To kluczowa kwestia, na którą rzadko kiedy zwraca się uwagę. Pozyskiwanie opinii przeciwstawnych i podejmowanie decyzji przez upoważnionego stanowiskiem po ich wysłuchaniu. Wymaga to od decydenta kwalifikacji. Nie tylko umiejętności pijarowskich jak dziś się nazywa sztukę propagandy Rzecz jest ważna bo jej lekceważenie może łatwo prowadzić do systemu eksperckich opinii na życzenie. Na wszelki wypadek podkreślam. Opisuję mechanizm a nie mówię, że w tym konkretnym przypadku tak było. Pytam się tylko grzecznie i proszę o pokazanie koreferatów opinii wydawanych przez ekspertów na których to opiniach stoi zasadnicza decyzja. Są takie? Tu położę na stół przykład Rabki, w której Pani Burmistrz na postawie opinii firmy – bez ocenienia jej jakości – spokojnie podjęła wycinkę 520 drzew w Parku Zdrojowym – w Mieście – Uzdrowisku! Trzeba coś więcej opowiadać?

I następna tez ważna a poruszana przez Wójta z oburzeniem kwestia.

Tylko jeden przypadek został podważony przez instancje odwoławcze a nie wszystkie wobec tego nie napisaliśmy z Redaktorem prawdy. Czyli Redakcja kłamała.

Tak? To proszę pokazać gdzie i w którym tekście jest napisane że wszystkie decyzje zostały obalone. Ciężar wszak leży zupełnie gdzie indziej i z odpowiedzi na taką kwestię nie można, nie godzi się wyłgiwać atakiem

Zauważam z naciskiem i prosząc o uważne przeczytanie tego co napisałem w swym artykule. Sam fakt, iż jeden człowiek, nie fachowiec w branży budowlano – prawnej – podważa decyzje wydaną przez władzę uzbrojoną po zęby ekspertami, prawnikami, urzędnikami – jest kompromitujący dla jakości prac całego zespołu. Nie ważne czy mówimy o jednej czy o pięciu czy o wszystkich decyzjach. Ale wystarczy, że jedną taki amator potrafi skutecznie zakwestionować się liczy.

I to uważam powinno mieszkańców zaniepokoić. Na równo; wekslowanie problemu na tak realizowany de facto atak na Redakcję w miejsce braku odpowiedzi na pytania oraz problemy i tu postawione jak i to – za co w końcu płacą, za jakich prawników, za jakiego w końcu decydenta.

Drogi czytelniku.

Tym tekstem nie podejmuję nawet próby wyprostowania sprostowania, które mówi co mówi, a co Redakcja i słusznie, grzecznie zamieściła.

Daję jedynie PT Czytelnikowi pod rozwagę; fakty, oba artykuły, sprostowanie i mój powyższy komentarz. Sam Szanowny Czytelniku, w dyspucie publicznej – w jawności argumentacji, która jest istotą demokracji – rozsądź, kto tu i co wyczynia.

Masz przedłożone argumenty. I nie mów tylko, że te argumentacje i sprawy Ciebie nie dotyczą. Są istotą budowy społeczeństwa obywatelskiego na przykładzie bardzo konkretnej, wręcz przyziemnej sprawy. Z takich jednak przecież składa się rzeczywistość, z czego wprost wynika, że nie wolno uważać, że sprawy publiczne nas nie obchodzą. One nas dotykają bezpośrednio bo tworzą warunki życia

I to jest najważniejszy wniosek z tego porównania sposobów widzenia jednej decyzji, tej samej, sprawdzalnej dostarczonymi do domu papierami – wyrokami płatniczymi możliwymi do udźwignięcia tylko z punktu widzenia DZN – czyli Dobrze Zarabiających Notabli. Oni problemu nie widzą – opierają się wszak o prawo, ściślej o swoje jego rozumienie i interpretację.

Inne to proponują tylko oszołomy, szkodnicy i wrogowie.

W końcu znaleźć wroga cenna rzecz. Można na nim skupić uwagę ludzi – i swoje robić.

Zielonki to nie jeden przykład tej techniki.

A tak pięknie było w Zielonkach – na początku samorządu.

 

NIE RUSZAĆ SAMORZĄDOWYCH KOLEGIÓW ODWOŁAWCZYCH

[ art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: Edward Brożek, 28.02.2013]

Bardzo rzadko na naszych łamach piszemy o ważnej instytucji publicznej w sposób bez mała entuzjastyczny. Jednak o Samorządnych Kolegiach Odwoławczych – patrząc na nie z pozycji szarego obywatela – nie da się pisać inaczej.

Pierwszy raz zetknąłem się z SKO przy pisaniu tekstu o opłacie adiacenckiej w gminie Zielonki kilka miesięcy temu, z pouczenia wójta gminy o możliwości odwołania się od jego decyzji do SKO. Tak więc poszedłem porozmawiać na ten temat, do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Krakowie na ul. Juliusza Lea 10. Przewodnicząca Krajowej Reprezentacji Samorządowych Kolegiów Odwoławczych i zarazem Prezes SKO w Krakowie Pani Krystyna Sieniawska   ( ceniony adwokat, była radna Miasta Krakowa) w dłuższej rozmowie, a w zasadzie wykładzie, udzieliła mi szczegółowej informacji na temat tej opłaty. Byłem wówczas pod ogromnym wrażeniem jej fachowości, umiejętności zrozumiałego przekazu prawniczej wiedzy oraz patrzenia na jeden temat z kilku punktów. Już wówczas zauważyłem, że przez SKO nie „prześlizgnie” się żadna decyzja administracyjna, w której urzędnik będzie chciał iść na skróty.

Kilka dni temu dziennik „Rzeczpospolita” zamieścił informację pod złowróżbnym tytułem „Samorządowcy dążą do likwidacji SKO” Okazało się, że stoją za tymi pomysłami dwie korporacje samorządowców, co w tłumaczeniu na język codzienny znaczy; urzędnicy z gmin, powiatów, miast i miasteczek, którzy nie bardzo lubią jak niezależna instytucja składająca się z prawników (posiłkowana przez architektów i geodetów) patrzy im na ręce. Mocno mnie ta informacja zirytowała, więc ponownie poprosiłem o rozmowę na ten temat Prezes Krystynę Sieniawską.

– Odkąd powstaliśmy, czyli od 23 lat- wszyscy chcą nas likwidować. Tymczasem my spełniamy podstawową rolę w wypełnianiu treścią art. 78 konstytucji, gwarantującego obywatelom prawo do dwuinstancyjnego rozpatrywania ich spraw. To jest przecież podstawą demokratycznego państwa prawa. – mówi Prezes Sieniawska. O potrzebie istnienia SKO najlepiej świadczą zaprezentowane dane. Kolegia w Polsce rozpatrzyły w 2012r 240 tys. spraw. W samym Krakowie ponad 11 tys. w tym aż 3 tys. związane z opłatami za wieczyste użytkowanie. Jest tu problem z informacją w sprawie ulgi dla ludzi z niskimi dochodami. Przy postępowaniu w pierwszej instancji czasami  brak jest informacji o możliwości uzyskania zniżek.

Każda sprawa w SKO rozpatrywana jest w składzie 3 osobowym. W całym kraju etatowo pracuje w kolegiach tylko 600 osób, w Krakowie zaś 30. Koszt przeprowadzenia jednej sprawy to 560 złotych,co w zestawieniu z kosztami rozpraw przed sądami jest dziesięciokrotnie tańsze.

-Gmina nie jest stroną, bo gminy często bardziej strzegą swoich interesów niż mieszkańców- mówi p .Prezes. Jej zdaniem niejednoznaczne prawo powoduje trudności z jego interpretacją. Również jego częsta zmiana jest ogromnie uciążliwa dla wszystkich: społeczeństwa, pracowników SKO i sądów. Jako przykład p. Prezes podaje sytuację z Krakowa – w ciągu 3 miesięcy sądowych 5 wyroków, w których linia zabudowy, szerokość elewacji była interpretowana na 5 sposobów. A w szeroko rozumianym temacie pomocy społecznej w ciągu jednego roku przepisy zmieniły się aż 4 razy. Kodeks Postępowania Administracyjnego z 1960r do 2001r funkcjonował bez zmian a od 2001r do 2012r był poprawiany kilkanaście razy.

Mecenas Sieniawska ma żal do ustawodawcy, że nie konsultuje z SKO projektów ustaw.  Przecież u nich najlepiej widać gdzie są popełniane błędy na etapie powstawania ustawy. Dużo nieporozumień można byłoby uniknąć.   Przykładowo w ustawie o opłacie adiadenckiej nieprecyzyjnie zostało zdefiniowane pojęcie „nieruchomość” Co innego jest w Kodeksie Cywilnym, a co innego zapisano w ustawie.   Panią Prezes martwią długie terminy uchwalania planów zagospodarowania przestrzennego. Ich brak rodzi różnego rodzaju skutki. W dużych miastach inwestor składa 5 „wuzetek” na tę samą budowę. Jeśli do SKO przychodzą one w jednym czasie – wówczas łatwiej wyłapać błędy.

W Polsce działa 49 Samorządnych Kolegiów Odwoławczych. To pozwala być bliżej obywatela, bliżej jego potrzebom. Szczególnie jest to ważne przy odwołaniach związanych z opieką społeczną, z różnego rodzaju zapomogami.

Prezes Krystyna Sieniawska uważa, że SKO powinny być przez państwo wzmacniane jako gwarant prawa do dobrej administracji, a nie likwidowane.

TROJANOWICE: KTO WYKONAŁ PRZYŁĄCZE KANALIZACYJNE?

[art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: Edward Brożek, 19.05.2013]

Zdaniem wójta gminy podkrakowskich Zielonek Państwo Stawiarscy z Trojanowic powinni zapłacić opłatę adiadencką z tytułu możliwości podłączenia ich domu do gminnej sieci kanalizacyjnej. Wójt wydał decyzję w której nakazał zapłatę 3 405,44zł z tytułu wzrostu wartości działki wskutek stworzenia warunków dla podłączenia do gminnej sieci kanalizacyjnej.

Decyzja została wydana na postawie operatu szacunkowego wykonanego przez biegłego rzeczoznawcę majątkowego. W odwołaniu od niej do Samorządnego Kolegium Odwoławczego z 11grudnia 2012r p.Stawiarscy zarzucili biegłemu, m.in. że w operacie nie umieścił studzienki kanalizacyjnej. Państwo Stawiarscy tak o tym piszą: To, że nie wpisał do wyceny studzienki na naszej działce, świadczy, że operat szacunkowy zrobiony jest nierzetelnie(…). Wyjaśniamy, że do wykonania naszymi kosztami kanalizacji do naszego domu zostaliśmy zmuszeni przez wójta (…) W trakcie wykonywania prac przyłączeniowych do naszego domu zostaliśmy poinformowani przez wójta, że gmina nie pokryje kosztów doprowadzenia przyłącza do studzienki tylko do granicy działki. Zostaliśmy o tym poinformowani przez niego pismem nr RI 70024-1-21/09 z 05.06.2009r.(Ksero tego pisma w załączeniu). Mimo ewidentnego złamania prawa ze strony wójta, zostaliśmy zmuszeni do sfinansowania z własnych środków, kosztem ponad 6 tys. zł doprowadzenia kanalizacji do studzienki, a z niej do domu.

W dniu 23 kwietnia 2013r SKO w Krakowie odmówiło stwierdzenia nieważości decyzji organu I instancji. W obszernym uzasadnieniu tej decyzji SKO pisze m.inn.:”W aktach sprawy znalazły się dokumenty potwierdzające wykonanie częściowe robót i przekazanie do eksploatacji zadania „budowa kanalizacji sanitarnej wraz z przyłączami w miejscowości Trojanowice z dnia 2.10.2009r. W jego treści zawarto zapewnienie,że m.in. wykonano sięgacze do granic poszczególnych nieruchomości.” Dalej dołączono do akt sprawy zawiadomienie Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Krakowie z dnia 1.03.2011r informujące o zakończeniu robót przy budowie kanalizacji sanitarnej wraz z przyłączami odcinka Trojanowic w którym znajduje się się m.inn. działka (…) należąca do Wnioskodawców. Z pisma tego wynika, że inwestycja została zrealizowana na podstawie pozwolenia na budowę wydanego przez Starostę Krakowskiego, a także, że przedmiotowa sieć kanalizacyjna wraz z przyłączami zostaje na podstawie art. 54 Pr. Budowlanego przyjęta do użytkowania.

SKO pisze: „w aktach sprawy znalazły się dokumenty” Nie wiem, kiedy „znalazły” się dokumenty na temat sięgacza kanalizacyjnego. I przede wszystkim zupelnie nie wiem co to jest ten sięgacz. W ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę słowo „sięgacz” się nie pokazuje. Nie ma go również w operacie szacunkowym rzeczoznawcy z gminy Zielonki. Ustawa natomiast szczegółowo precyzuje co to jest przyłącze kanalizacyjne. I według tego określenia gmina powinna zrobić odcinek przewodu kanalizacyjnego do pierwszej studzienki licząc od  strony budynku.

Swoją decyzję SKO uzasadnia dalej:”Kolejnymi dokumentami potwierdzającymi wykonanie przez właściciela sieci kanalizacyjnej – Gminę Zielonki na własny koszt jest pismo Kierownika Referatu Inwestycji Sieciowych z dnia 03.04.2013r, oraz załączone mapy zasadnicze tego fragmentu sieci kanalizacyjnej. Wszystkie zgromadzone dokumenty dają świadectwo wykonania przez gminę Zielonki będącą właścicielem i inwestorem sieci kanalizacyjnej również przyłaczy. (…) W opisanej sytuacji można przyjąć za udowodnione zrealizowanie ustawowego warunku ustalenia opłaty adiacenckiej polegającego na wykonaniu kanału sanitarnego wraz z przykanalikami do poszczególnych nieruchomości znajdujących się w zasięgu tego urządzenia.

Szkoda, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Krakowie nie dało wiary pismu, które skierowali do niego p. Stawiarscy 6 marca 2013r. W piśmie tym napisali m.in.:Uprzejmie wyjaśniamy, że główny kolektor instalacji sanitarnej przebiega wzdłuż drogi wojewódzkiej 794. Przykanalik, który musiałam wykonać od głównego kolektora do pierwszej studzienki od strony domu wynosi 37 mb, który zgodnie z ustawą winien wykonać inwestor, czyli Urząd Gminy…”

I ostatnie pismo w tej sprawie p. Stawiarskich do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Krakowie z 14 maja 2013r. Piszą w nim m.inn.: W związku z toczącą się sprawą w Samorządowym Kolegium Odwoławczym w sprawie między innymi przyłacza kanalizacyjnego do naszego domu od głównego kolektora do pierwszej studzienki od strony domu. W piśmie jakie otrzymaliśmy z SKO jest informacja, że PowiatowyIspektor Nadzoru Budowalnego odebrał sieć kanalizacyjną wraz z przyłączami co jest nieprawdą, ponieważ przyłacze zostało wykonane przez nas od głównego kolektora do pierwszej studzienki od strony domu 37 mb i17 mb od studzienki do budynku. Prosimy o wyjaśnienie i sprostowanie odbioru sieci kanalizacyjnej, gdyż nie zgadzamy się z taką opinią. Mamy protokół odbioru przyłącza przez PUK, świadków i Wykonawcę.

W tej sprawie wypowiadają się już cztery instytucję z dużymi i ważnymi pieczątkami: rzeczoznawca majątkowy, Wójt Gminy Zielonki, PINB w Krakowie i SKO. Wszystkie twierdzą, że przyłącz kanalizacyjny wykonała gmina. Ponieważ znam sprawę z wizji lokalnej mogę z pełnym przekonaniem napisać, że Państwo Stawiarscy mają 100% racji.

OBRONA KRZYSZTOFA PIEPRZYCY PRZED „ADIACENCKĄ PAŃSZCZYZNĄ” W GMINIE ZIELONKI

[ art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: Edward Brożek, 04.12.2013]

W listopadzie 2012r. roku zamieściliśmy tekst „Opłata adiacencka w gminie Zielonki”.  Tekst cieszy się wyjątkowym powodzeniem, bo na dzień dzisiejszy przeczytało go kilka tysięcy osób. Dzisiaj Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie do tego tekstu dopisał kolejny rozdział.

W tekście sprzed roku nie podawałem nazwiska osoby, która postanowiła się nie poddać presji ze strony wójta gminy Zielonki Bogusława Króla, ale dzisiaj mogę to uczynić. Krzysztof Pieprzyca z Trojanowic w ciągu tych kilkunastu miesięcy przeszedł przyspieszony kurs postępowania administracyjnego ze strony gminy, dwukrotnie ze strony Samorządowego Kolegium Odwoławczego  w Krakowie a dziś ze strony WSA.

Przed rokiem napisałem, że SKO w Krakowie uchyliło pierwszą decyzję wójta Króla nakładającą na Pieprzycę  opłatę za wzrost wartości jego działki z powodu podłączenia jej do gminnej sieci  kanalizacyjnej. Rzeczoznawca majątkowy Witold Szmukier wycenił wzrost wartości 17 arowej działki na kwotę 13 992 zł, co –zgodnie z uchwałą Rady Gminy Zielonki nr IX/59/2007r ustalającą opłatę adiacencką w wysokości 32% wzrostu wartości nieruchomości – dało to do zapłaty kwotę   4.477.44 złotych w terminie 14 dni. W decyzji z 17 sierpnia 2012 wójt nie zapomniał wspomnieć o ustawowych odsetkach. Od tej decyzji Pieprzyca wniósł odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które je decyzją z 23 października 2012r uwzględniło, i skierowało sprawę do ponownego rozpatrzenia przez organ pierwszej instancji, czy wójta Króla.

Maszyna administracyjna znów zaczęła nabierać rozpędu. Już 10 stycznia 2013r Pieprzyca otrzymał z Urzędu gminy pismo o następującej treści: (…) Urząd gminy Zielonki informuje, iż w związku z decyzją Samorządowego Kolegium Odwoławczego znak (…) uchylającą zaskarżoną decyzje i przekazaniem sprawy do ponownego rozpatrzenia organowi I instancji, organ wystąpił do rzeczoznawcy majątkowego P.Witolda Szmukiera o sporządzenie nowego operatu szacunkowego z uwzględnieniem wytycznych zawartych w wymienionej decyzji Kolegium. Po wpłynięciu do tut. Urzędu operatu szacunkowego zostaną podjęte dalsze czynności w sprawie.

Na to pismo Pieprzyca 22 stycznia 2013r złożył do UG poniższy wniosek:

Wójt Gminy Zielonki (…)

W  związku z pismem znak: GR.3134.193.2012  otrzymanym 18 stycznia 2013 roku wnoszę o zmianę rzeczoznawcy majątkowego mającego oszacować wartość mojej działki.

  Samorządowe Kolegium Odwoławcze w przywołanej w piśmie decyzji znak: SKO.GN/4160/947/ 2012 z 23 października 2012r wytknęło rzeczoznawcy Panu  Witoldowi Szmuglerowi kilka poważnych uchybień  dotyczących poprzednio sporządzonego przez niego operatu szacunkowego.  Mam podstawy sądzić, że wykonany przez niego kolejny operat szacunkowy też nie będzie dla mnie wiarygodny.

Już nazajutrz, 23 stycznia 2013 UG Zielonki wydał postanowienie w którym „…postanawia odmówić wyłączenia rzeczoznawcy majątkowego P. Witolda Szmukiera  od udziału w postępowaniu dotyczącym…”

W dniu 18 luego 2013 r UG poinformował Pieprzycę, że do organu wpłynął operat szacunkowy z dnia 21,01.2013r. Urząd napisał m.in. „Organ po przeanalizowaniu operatu szacunkowego z dnia 21.01.2013r postanowił o dopuszczeniu go jako dowód w sprawie jednocześnie odmawiając  mocy dowodowej operatowi szacunkowemu z dnia 30.06.2012r (…)

Dalszy ciąg postępowania był łatwy do przewidzenia. W dniu 4 kwietnia 2013 organ pierwszej instancji czyli wójt Król w wysokości 4 309,26 zł na podstawie operatu szacunkowego sporządzonego przez biegłego rzeczoznawcę.

Na decyzję Pieprzyca odwołał się do SKO w Krakowie, pisząc m.in.:

W dniu 4 marca 2013 r. odebrałem  z UG w Zielonkach kserokopię operatu szacunkowego sporządzonego przez biegłego. Ponieważ w przesłanej mi decyzji z kwietnia 2013 wójt unieważnił poprzedni operat z lipca 2012 przekonany byłem, że zostały też unieważnione wszystkie czynności jakie biegły   wykonywał przy jego sporządzaniu. Dlatego też nie mogę się zgodzić z faktem, że przy sporządzaniu nowego operatu szacunkowego  biegły nie dokonał ponownych oględzin mojej działki, nawet niedokładnie  wpisując datę oględzin  poprzednich . (Przy sporządzaniu poprzedniego operatu szacunkowego).  Może stąd też biorą się różnice w niektórych opisach mojej działki. Generalnie uważam, że biegły zawyżył  wartość mojej działki przynajmniej o 30-40%.  Szacowanie wartości metodą porównywania cen ma sens tylko wówczas, gdy porównywane ceny dotyczą jednej miejscowości. Tymczasem w Trojanowicach nie ma żadnego ruchu ziemią. Porównywanie Trojanowic do transakcji z Bibic, czy Zielonek całkowicie zafałszowuje obraz. To są dwa zupełnie różne światy, mimo, że usytuowane w tej samej gminie. O lekceważeniu mojej miejscowości najlepiej świadczy fakt, że –wbrew temu co pisze biegły rzeczoznawca – Trojanowice zostały pozbawione komunikacji MPK z Krakowem w soboty i niedzielę. Również biegły przy charakteryzowaniu gminy nie wspomniał o dwóch planowanych inwestycjach komunikacyjnych przez gminę Zielonki. Jedna z nich to wykonanie północnej obwodnicy Krakowa przez naszą gminę, a druga to  planowana droga krajowa mająca na celu odciążenie trasy olkuskiej. Jeden z wariantów tej drogi „dosłownie rozdziera naszą gminę na pół, całkowicie blokując rozwój osadnictwa, który obserwujemy od kilku lat. Biegnie przez działki budowlane i terytoria o wyjątkowych walorach widokowych” mówi w  jednym z wywiadów prasowych wójt gminy Zielonki. Dlaczego o tych zamiarach nie ma ani słowa w operacie szacunkowym biegłego rzeczoznawcy ani w decyzji wójta o opłacie adiacenckiej dla mnie.

W decyzji –od której się odwołuję –  wójt wybiórczo  opisał postanowienie SKO z października 2012r.   Były to trzy punkty dot. błędnie  przyjętej daty, brak pisma od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego dot. użytkowania kanalizacji  oraz błędnie przyjętej powierzchni działki przez rzeczoznawcę.  Natomiast wójt zupełnie  nie ustosunkował się do krytycznego stanowiska SKO wobec jego postępowania.  W powtórnie wydanej decyzji wójt –wraz ze stojącą za nim radą Gminy – powiela te same błędy. W mojej ocenie podłączenie mnie do gminnej kanalizacji tylko utrudniło mi życie, poprzez zwiększenie wydatków. Już rok wcześniej, aniżeli kanalizacja została oficjalnie oddana, w dniu 28 lipca 2010r, zawarłem umowę o zaopatrzenie w wodę i odprowadzenie ścieków z gminną firmą Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Zielonkach Sp. z o.o.  W opłacanym przeze mnie rachunku są części stałe, które nie było przy opłacaniu wywozu szamba.  W tej chwili wójt bezkrytycznie przepisuje do decyzji to co mu w operacie szacunkowym napisze rzeczoznawca majątkowy. Faktycznie, to dotkliwy finansowy ciężar (bez względu na jego nazwę) wymierzył mi rzeczoznawca majątkowy za pełną aprobatą wójta gminy Zielonki.

Proszę Samorządne Kolegium Odwoławcze o anulowanie decyzji wójta gminy Zielonki w sprawie nałożenia na mnie opłaty adiadenckiej. Wbrew temu co pisze wójt w uzasadnieniu swojej decyzji takie arbitralne postępowanie nie wzmacnia autorytetu Państwa w moich oczach, lecz uzasadnia tezę, że jako indywidualny obywatel na przykładzie opłaty adiacenckiej zetknąłem się z przypadkiem  wykorzystania organów władzy samorządowej do obciążenia mnie  bardzo  wysokim podatkiem. 

SKO w Krakowie, decyzją nr SKO.GN/4160/72/2013 z 4 lipca 2013r utrzymało zaskarżoną decyzję w mocy, informując Pieprzycę, że przysługuję mu na nią skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.  Taką skargę Pieprzyca złożył 5 sierpnia 2013r. W uzasadnieniu napisał m.in.: Nie zgadzam się z jej uzasadnieniem.  SKO w swoim postanowieniu pominął wszystkie moje argumenty przemawiające za tym, że rzeczoznawca majątkowy  znacznie zawyżył wartość mojej działki.  SKO nie odniósł się do decyzji Wójta odmawiającej mi zmianę rzeczoznawcy majątkowego przy  powtórnej wycenie mojej działki. SKO również „nie zauważyło” mojej uwagi o całkowitej bierności organu pierwszej instancji w sprawie oceny operatu szacunkowego, co wyraźnie skomentował skład orzekający w uzasadnieniu postanowienia z 2012r. Przy powtórnej decyzji organ I instancji też nic nie zrobił. Powielił tylko poprzednie czynności.

 W uzasadnieniu decyzji odrzucającej moje odwołanie nie ma też odniesienia do znacznych różnic występujących w obu operatach zrobionych przez tego samego biegłego na tym samym materiale porównawczym. Nie zwrócono uwagi, na to, że biegły nie uwzględnił planowanych inwestycji drogowych na terenie gminy Zielonki. Spowoduje to drastyczny spadek wartości działek.

Do WSA wpłynęło też pismo z SKO wnoszące o oddalenie skargi K. Pieprzycy.  Dzisiaj WSA w Krakowie uwzględnił skargę mieszkańca Trojanowic, uwzględniając złą wycenę działki przez biegłego. Sprawa więc za jakiś czas zacznie się od nowa.

Mnie w tej sprawie najbardziej bulwersuje rola SKO. Kilka miesięcy temu napisałem, żeby powstrzymać się z próbami ich likwidacji, ale dzisiaj –nauczony doświadczeniem Krzysztofa Pieprzycy – całkowicie zmieniam zdanie.

BUTA ADMINISTRACJI NA PRZYKŁADZIE OPŁATY ADIACENCKIEJ W GMINIE ZIELONKI

[ art. zamieszczony w „Krakowska gazeta internetowa”, autor: fsd, 07.12.2013]

Już raz pisałem swój komentarz do sprawy problemów – wtedy nieznanego mi z nazwiska mieszkańca – w sprawie opłaty adiacenckiej w Gminie Zielonki. Zresztą, nazwisko nie było i nie jest potrzebne – mówimy o zasadach i mechanizmach no i o logice rządzących. Jak wynika z ostatnio zamieszczonego tekstu napisanego przez Edwarda Brożka na ten temat – życie dopisało w tej sprawie ciąg dalszy, co pociąga za sobą aż dwa konieczne komentarze ogólnej natury

Pierwszy i to bez względu jaki będzie finał  – jest konieczny wręcz krzyk; oto ta sprawa ujawnia bezgraniczną czyli nieposiadającą tamy wszechogarniającą butę władców. To już – patrząc na historię – jest etap przed upadkiem, oznaka zerwania poczucia rzeczywistości. Odpowiedzi urzędu brzmią jak z matrixu – i nie sądzę by urząd sobie z tego zdawał sprawę. Urzędnik jest zapewne przekonany, że przedkłada racjonale argumenty, że coś tłumaczy ciemnemu, upartemu, obywatelowi. Sama odmowa zmiany wykonawcy operatu  a oparcie się na jednym i to przepisującym papierki bez ruszenia w teren – wydającym kopie poprzednich opinii – które automatycznie stają się decyzjami jest przyznaniem się do takiego podejścia. Pisałem o tym iż już samo traktowanie eksperta jako protezy decydenta kompromituje władzę. Widać i to nie przeszkadza.

Istniejące przepisy utwierdzają takie przekonanie władców na każdym szczeblu  i też nie sądzę by na darmo.

I to jest problem drugi.

To poczucie buty i bezkarności – dziś wyłażące na wierzch w wielu sprawach i już nawet w aferach, nie bierze się z niczego, nie jest ukracane  a wręcz – przy deklaracjach walki z tym zjawiskiem – pani Pitera wydaje raport o cechach śmiesznego pisku  o, bodaj, ogórkach. Sprawa ma oparcie w systemie, zdaniem rządzących zapewne – skutecznego, sprawowania władzy. Jest istotne dla możliwości użycia skutków tej bezkarności jako obosiecznego miecza. Miecza działającego– w zależności od potrzeby, a to na społeczeństwo, a to na urzędnika do tej pory święcie przekonanego o swej omnipotencji i bezkarności. A tu może przyjść chwila gdy pociągnięcie za sznurek gościa wysadza ze stołka i to całkiem legalnie i skutecznie, zgodnie z prawem.

Korzyści dla rządzących na wyższych szczeblach władzy z oddziaływania na społeczeństwo są oczywiste. Obywatel jak ryba w sieci –trochę  popodskakuje, porzuca się trochę, poobija po kolejnych instancjach i łacno dojdzie do przekonania o swej nicości wobec urzędu – którego nawet jawnie nonsensowne decyzje stają się prawem. Takiemu stanowi nie ma co zaprzeczać, w końcu całe cykle programowe w TV – zbierają fakty a nie opowieści o tej bucie, bezkarności i bezsilności prawa. Bezkarne kasowanie przedsiębiorców przy deklaracjach, a jakże ich popierania – duszenie w zarodku i lekceważenie milionowych protestów przy deklaracji, a jakże, budowy społeczeństwa obywatelskiego – konsultacje społeczne będące czysto  formalnie przeprowadzaną karykaturą dialogu itd. to cały wianuszek dowodów. Chętni do aktywności a niegrzeczni przy okazji się ujawnią – też korzystka dla władzy.

Dla kogoś kto jest decydentem – ów stan jest zworą, to fundamentalne narzędzia trzymania wszystkich  w garści.

Dlatego nie tylko wójt Gminy, Burmistrz, Prezydent Miasta, Sąd każdej instancji i rodzaju będą broniły urzędnika.

Jak w wojsku. Kapral ma zawsze rację. A jak jej nie ma tym gorzej dla szeregowca.

Innymi słowy jesteśmy w Państwie zdążającym do takiego systemu. On ma nawet swą nazwę:  totalitaryzm. W nim funkcjonariuszowi nikt skutecznie nie podskoczy. I dlatego ten stan mnie martwi.Na równi z samą zasadą istnienia czegoś takiego jak opłata adiacencka. Ale to oddzielna bajka. Wnioski wyborca powinien już sam wyciągnąć.

PODSUMOWANIE

Powyższa treść jest bardzo obszerna i wymaga uważnego przeczytania aby zrozumieć sedno całej tej złożonej sprawy. Jednakże zachęcamy Państwa do wyciągnięcia własnych, stosownych wniosków, odniesieniu się do postawy samych mieszkańców Trojanowic oraz działania władz w naszej gminie. W naszym mniemaniu działania gminne powinny zawsze zmierzać do wypracowania takich czynności, które nie naruszają dobra mieszkańców. Obdarzając gminnych działaczy zaufaniem poprzez oddanie swojego głosu w wyborach liczymy na to, że władza będzie min. dbała nasze interesy lub starała się chociażby wypracować wspólne stanowisko bez szkodzenia sobie nawzajem, ale nigdy przeciwko nam, mieszkańcom.

Autorami powyższych artykułów są :

eb_1p. Edward Brożek

(redaktor naczelny Krakowskiej gazety internetowej)

 

 

oraz

fsd_gl.jpgdr inż. Feliks Stalony – Dobrzański.

( współpracuje z Krakowską gazetą internetową)

 

 

Materiały zebrała: M.Organiściak